orzechowa49
...bo życie to tylko chwila.....
Zatrzymane chwile...
2008.02.28 20:04
Dziś kiedy patrzyłam na Jolę przesuwały mi się obrazy, kiedy płakała, kiedy pod makijażem ukrywała sińce, kiedy było ciepło a ona w długim rękawie żeby ukryć….dziś znowu widziałam w każdym jej ruchu, geście i spojrzeniu strach, strach w każdym słowie daleko odbiegającym od jutrzejszego dnia…w śmiechu strach…strach którego obcy nie widzi, strach widoczny tylko dla tych co wiedzą, dla tych którym zaufała….mimo silnej woli nie udało się uciec od tematu, nie udało się opanować strachu….
Kiedy patrzyłam i słuchałam jak żywe pojawiły się obrazy z niedalekiej przeszłości…zobaczyłam obraz mojej córki, mojej córki z głową zmasakrowaną , z ciałem w sińcach….gdybym nie wiedziała że to moje dziecko to nie poznałabym jej, pobita, wręcz skatowana przez osobę w której się zakochała…rany na ciele zagoiły się ale rana w psychice pewnie została niezablizniona i nigdy tak naprawdę się nie zabliźni….potem upłynęło niewiele czasu…kolejne pobicie przez innego człowieka……..nikt nie wie jak cierpiałam ja patrząc na dziecko….
Teraz tak bardzo marzę o szczęściu mojej córki a przez ten pryzmat tak bardzo marzę że Jola będzie szczęśliwa, wierzę w to tak mocno jak w nic innego, życzę jej, mojej córce i wszystkim kobietom które chcą się uwolnić od swoich potworów by im się udało i by szczęście było stałym gościem, by uśmiech rozjaśniał ich twarze…..
Obrazy przesuwały się jak w złym śnie, zapragnęłam się przytulić….napisałam…”przytul mnie”….uśmiechnęłam się kiedy przeczytałam …”przytulam”….tak niewiele a tak wiele…
Czyż może być coś bardziej wartościowego od tego co może dać maleńkie słowo?....

Nasycona ciepłem szczęśliwości zostawiam jak zwykle światełko….
….światełko dla wszystkich kobiet uwalniających się od potworów
2008.02.27 21:25
Ech życie kocham cię nad życie…….tak, mimo że czasem daje w dupę, że czasem zadaje ból, że czasem jest niesprawiedliwe, ze……że, że,…….i tak kocham bo warto żyć….

Dziś pogoda nieco gorsza, z nieba czasami siąpi jakaś woda, zimno jakieś takie lekko zimowe, nie mogę na rowerek bo się boję o swój tyłek co by go nie przeziębić wszak latka już takie że trzeba zadbać…..może jutro jak Kazimierz nie zapomni pompki to przyjdzie mi po pracy napompować rowerek…..bo coś mu chyba powietrza ubyło przez tę zimę…..

W pracy dużo roboty ale też nie zabrakło wspaniałego humoru, przydał się by rozładować napięcie jakie wisi przy Joli bo to w piątek kolejna sprawa rozwodowa w sądzie…..obudziła się rodzina potwora i zabiegają o wycofanie się Joli ze sprawy….dobrze że ma oparcie w swojej rodzinie i znajomych bo takiego natłoku nie wytrzymałaby nawet będąc goliatem, naciskają jak jakiś buldożer…..kiedy ta kobieta będzie miała wreszcie święty spokój, kiedy będzie zasypiała bez strachu, kiedy powrót z pracy do domu nie będzie jednym pytaniem czy zastanę czy nie….

Zycie tak kochane przeze mnie nie jest takie sprawiedliwe, tylko że bywa tak iż dopiero po upływie lat pozwala zaznawać uczucia szczęścia i spokojnej solidnej stabilności….pewnie i dla niej ten czas kiedyś nadejdzie, czas kiedy ze spokojem będzie chciała na nowo ułożyć sobie życie, czas kiedy będzie chciała związać się na dobre i na złe….musi jednak upłynąć jeszcze dużo wody by psychika zniszczona przez potwora mogła się na nowo wzmocnić….
Trzeba dużo czasu by nauczyć się żyć z uśmiechniętym egoizmem na twarzy, zdrowym egoizmem….trzeba dużo czasu by móc powiedzieć że jestem szczęśliwa…

A ja pogrążona w swojej szczęśliwości idę w objęcia morfeusza……
….światełko dla śpiochów…..
2008.02.26 20:47
Piękny dzień mimo że rano lekki mrozik zmroził szyby autek….skrobali że aż skrzypiało….
Znowu obudziłam się rano z nerwami, to już drugi dzień mnie tak trzyma…nie wiem co może być tego powodem, wszystko przecież układa się po mojej a może i po naszej myśli…poczucie i odczuwanie szczęścia nie było w stanie zapobiec takiemu stanowi….mimo że nie wiem ale znam chyba przyczynę…..to ta długa rozmowa z mamą, wiadomości a raczej przekaz tych wiadomości spowodował ze czułam się tragicznie zła ….wywaliłam z siebie wczoraj w notce ale nie pomogło i dziś całą sobą warczałam….dobrze że dziś miałyśmy luzniejszy dzień z Jolą, miałyśmy czas na pogadanie jak nigdy, nikt nam nie przeszkadzał….ona swoje wyrzucała, ja wyrzucałam swoje….to terapia która bardzo mi pomaga….wychodziłam z pracy jako inny człowiek, spokojna uśmiechnięta….oddycham na powrót pełną spokojną piersią……nie może się tak dziać że coś psuje mi mój świat…..nie może to być ktoś kto nie szanuje mnie i mojego życia…..

W domu cicho i spokojnie, bałagan z dwóch dni nieco ogarnęłam, zamierzałam oddać się błogiemu lenistwu i pogrążyć się w czytaniu będąc w pozycji horyzontalnej….na krótko…syn wpadł ale nie był w dobrym nastroju….jakiś taki rozdrażniony, zmęczony….myślałam a może coś żle w domu z żoną z teściową….a on mówi że go przysłowiowa dupa boli bo cały dzień w samochodzie….no cóż praca jak praca….chyba nie lubi tego za kółkiem woli jednak magazyn i sklep …ale czy ma wybór…szef każe pracownik musi….zwiało im też garaż, tak pogięło blachy że całe 1500 o kant dupy potłuc…

Martwię się mimo tego swojego egoizmu i o niego i o córkę, martwię się jak matka….tak bardzo bym chciała żeby byli w życiu szczęśliwi….tylko moje chcenie nijak ma się z tym co życie niesie….może lepiej że nie wiem co im los zapisał na kartach ksiąg do przeżycia….muszą sobie radzić sami, borykać się z losem każde na własny sposób, doświadczać zło i dobro bo tak już jest w życiu….niech im będzie lepiej niż mnie przez te wszystkie lata….
Może teraz jest czas dla mnie, może teraz na mojej drodze pojawiło się to długo oczekiwane szczęście…..wierzę że tak jest i nie chcę tej wiary za nic w świecie stracić……
Doświadczam uczucia szczęśliwości…jest mi z tym tak ciepło…..
….światełko dla nerwusów……
2008.02.25 19:49
Wróciłam zmęczona po całodniowym pracowaniu, zawsze kiedy mam ten dyżur i spędzam go w samochodzie jeżdżąc na konsultacje jestem wypompowana, zła i jakaś taka zdołowana…
Ale nie ma wyjścia jakoś trzeba to przeżyć….w końcu już tak niewiele takich dyżurów zostało…
Wejście do domu, cisza, spokój i wolność pozwalają powolutku wracać ciału i duszy do normy….
Kiedy tak jeżdżę i czasu na myślenie mam sporawo (…bo badanie trwa np. 1.5 godz ….) wracają jak bumerang słowa które słuchało moje ucho a ja wrzałam ze złości, krzyczałam w głębi duszy ….
Moje stosunki z bratem i jego rodziną są na poziomie dzień dobry i do widzenia….kiedyś tak nie było choć i wtedy daleko im było do rodzinnej miłości…skoro jednak tak jest jak jest to nie zgadzam się na to by mamę buntować przeciwko komukolwiek, by wypominać że nie zrobiła tego co obiecała w nerwach….rzecz tyczy mojej córki….sprawa sprzed kilku lat. Dochodzi do awantury bo moja córcia ma niewyparzony język i słowa wykrzyczane w echu uderzeń po twarzy…”wyrzekam się ciebie, na pogrzebie wyrzucę cię na oczach ludzi”,….i tym podobne ….jak mnie to bolało i boli, zatwardziałość i upartość mojego dziecka to jedno ale brak wyrozumiałości ze strony moich rodziców to drugie….stanęłam z boku, nie poparłam ani jednej ani drugiej strony….
Po tej awanturze przyjechał mój brat z rodziną do Polski i usłyszał wersję moich rodziców, stanął na wysokości zadania…obraził się na moją rodzinę w dosłownym tego słowa znaczeniu..i tak to już trwa kilka lat….kiedy przyjeżdża do rodziców ja nie jadę w tym samym czasie, mijamy się od kilku lat….słowa złe jakie słyszał od mojej mamy na mój temat jaka to jestem podła, niegodziwa i typu……aż wstyd pisać były dla niego i jego żony jedyną prawdą….
Teraz kiedy zmarł mój ojciec a moja córka wbrew zakazom pojawiła się na pogrzebie, kiedy przytuliła babcię i nie została wyrzucona z kościoła i cmentarza….oni teraz maja żal do mamy że nie spełniła swojej obietnicy….wypominają jej to….
Czy egoizm aż tak daleko sięga?...
Teraz kiedy doświadczają tego samego bólu po stracie ojca(bratowa), kiedy nie może dogadać się w sprawie spadku z własnym bratem, teraz takie słowa , niech mi to ktoś wytłumaczy bo ja nic nie rozumiem….wszyscy mówią że jak nie wiesz co i dlaczego to będzie się to wiązało z kasą….

Przypomniała mi się piosenka Młynarskiego…”róbmy swoje..”….więc będę robiła to co dotychczas a inni niech pozwalają mi na swobodne oddychanie…

Wygadałam się i jest mi ociupinkę lżej…..
…światełko dla gadatliwych…..
2008.02.24 21:43
Szczęście zamieszkało ze mną, szczęście zatrzymało sie na mojej drodze.....niech nie zbacza, niech pozostanie w tym miejscu jakie zajęło, niech nie opuszcza mnie a rozrastając się niech zaraża coraz więcej ludzi...
To piękne uczucie kiedy czuję się bezpiecznie, kiedy wierzę, kiedy nadzieja zlewa się z całą gamą marzeń....tylko dlaczego wtedy czas tak pędzi jak oszalały?...gna niczym popychany huraganowym wiatrem....nie mam zamiaru ukrywać ani przed sobą ani przed W ani przed nikim....JESTEM SZCZESLIWA........
Czas jaki dany jest mi teraz pozwala przypomnieć sobie czym jest wspólne przebywanie w jednym mieszkaniu dwojga ludzi, dwojga coraz bliższych ludzi, pozwala dopasowywać się w byciu razem, we wspólnym przygotowywaniu posiłków, we wspólnym siadaniu przed kompem telewizorem, pozwala uczyć się nawet wspólnego milczenia, wspólnego drzemania, wspólnego spania....pozwala uczyć się własnych przywar...planowania i wiele pięknych rzeczy....to czas szczęścia......
Zapominam że jestem sama, zapominam o troskach bo wtedy nie mają znaczenia...czuję się jakbym przebywała w krainie szczęśliwości...aż czasami boję się że ten piękny "sen" się skończy, że się obudzę i znowu wrócę do swojej zdołowanej szarej rzeczywistości....a kysz a kysz paskudne wizje.....

Dziś nie chcę myśleć o niczym złym choć taki momemt był kiedy rozmawiałam z mamą.....ale dziś nic nie jest w stanie zepsuć mojego poczucia bezpiecznego szczęścia........
....światełko dla tych co szczęścia szukają......
2008.02.23 09:33
Dziś jadę, jadę i zabieram ze sobą swoje tęsknoty, swoje marzenia, swoje chcenia niech wreszcie doznają ukojenia, niech poczują ciepło i bezpieczeństwo niech wiedzą że nie są same ze mną.....jadę , jadę, jadę........

"Matko....za moimi plecami odbyło się spotkanie i rozmowa która dotyczy mnie ..."....znowu mnie poderwało, znowu zawrzało...no bo jak ...syn i facet knują spisek?...a gdzie chcenie i świadoma decyzja jej najważniejszej osoby?...zapędzić w zaułek, w kozi róg, nie pozwolić na świadome decyzje bo mogą nie być zgodne z tym co sobie faceci ustalili.....zawrzało i wrze....nie mogę pomóc, nie mogę wykrzyczeć...ale mogłam jedno...z oburzeniem wyraziłam swoją opinię kończąc słowami .."zrobisz to co musisz zrobić"....
Zrobiła....rozmowa z synem, kategoryczne żądania....rozmowa z facetem przez telefon na razie....no cholera a on jeszcze oburzony, on nie widzi w tym nic złego, on mówi że ona nie wie czego chce.....no lubię go ale to co usłyszałam....utwierdzam się w opinii że faceci to jednak podgatunek(no bywają wyjątki..heheheh).......
Czy tak bywa że miłość oślepia i powoduje, że robimy rzeczy które mogą ranić?...czy miłość musi i czy jest taka zaborcza że nie pozwala na swobodę i wolność?....

Ja nie chcę takiej miłości, miłość musi być silna w wiarę , musi mieć olbrzymie pokłady nadziei, musi ufać, musi cenić, musi dawać i brać w proporcjonalnym stosunku.....inaczej to wszystko jest chore, chore nieuleczalnie....inaczej miłość boli....

A może to ja jestem idealistką, może to ja nie wiem co to miłość, może to ja nie przystaję do czasu w jakim żyję....może....ale wolę te swoje wyobrażenia i za wszelka cenę będę je pielęgnowała....bo ja wierzę, bo ja ufam, bo ja mam tyle nadziei, bo ja .....no właśnie co bo ja....bo ja doceniam i szanuję wolność drugiego człowieka....ale nie toleruję kłamstwa, oszustwa, nielojalności, lawiranctwa, dwulicowości, braku szacunku i wiele wiele innych faktów....

A dzisiaj....dzisiaj będę podwójnie szczęśliwa.......
.....światełko dla wszystkich szanujących wolność człowieka.....
2008.02.22 18:12
„Matka, pogubiłam się, wlazłam w zaułek i nie mogę się wydostać, nie wiem czego chcę, boję się….”
Słowa jakie usłyszałam , oczy które zobaczyłam, oczy pełne strachu i łez……nie wiedziałam co powiedzieć, zatkało mnie choć gdzieś w podświadomości czułam że to musi pęknąć….ale ciąg dalszy…”pomóż”….sprawił że i ja poczułam strach, bo wiedziałam że nie pomogę, nie jest to w mojej mocy, nie udzielę rad bo zbyt łatwo ich nie udzielam, jestem tylko małym pyłkiem w tym wszechświecie i nie potrafię i nie chcę brać na swoje barki szczęścia lub nieszczęścia kogoś bliskiego…
Czego to się tak boi?....jednego na pewno, boi się podejmowania trudnych decyzji, boi się podejmowania zobowiązań, boi się że nie sprosta ryzyku, boi się że krzywdzi drugiego człowieka, boi się że nie zasługuje na taką miłość, boi się że słowa jakie słyszy to kłamstwa na jej użytek, boi się że koszmar może się powtórzyć, boi się reakcji syna, boi się reakcji ludzi……i tak mogę wymieniać bez końca…i co mam powiedzieć słysząc takie skargi?....
Mówiłam…………
Nie ma gotowych recept na szczęście, nie ma gotowych odpowiedzi na trudne pytania, życie to nie schemat który wystarczy przerysować i będzie super….czasem trzeba porządnie upaść na dupę, czasem trzeba poparzyć swoje paluchy, czasem trzeba zawyć z bólu rozdarcia, czasem trzeba z pokorą przyjąć ciosy….czasem trzeba żeby poczuć pewność że wiem czego pragnę, że chcę te pragnienia spełniać, że wierzyć i mieć nadzieję to już pół sukcesu….ale trzeba też mieć świadomość że wszystkie decyzje trzeba podjąć samemu w imię właśnie tego ryzyka i nie można nikogo prosić ..”poprowadz”….to nie jest łatwe i proste ale jest konieczne żeby życie dawało radość….
Słuchałam wczoraj, słuchałam dzisiaj….mówiłam mówiłam i mówiłam, tylko wracające pytanie co mam zrobić miało z moich ust jedną odpowiedz…”nie wiem, zaufaj życiu, zaufaj sobie, zaufaj i miej nadzieję….”….
„Nie poradziłaś”…usłyszałam na koniec….

Wiem, że te rozmowy będą wracać w naszych kontaktach, niestety nie mam recepty na życie tak jak nie miałam jej na swoje życie bo zanim zaczęłam odczuwać spokój i wiedzieć czego chcę w życiu, popełniłam tyle błędów, tyle bocznych dróżek zaliczyłam….teraz kiedy czuję że coś mi się w życiu zaczęło układać, że tęsknota ma realną postać, że chcę tak mocno jak nigdy…teraz też się boję, teraz też mam wątpliwości….ale wiem że chcę pójść tą drogą bo nikt nie da mi żadnych gwarancji że będzie dobrze a ja muszę podjąć ryzyko…..chcę je podjąć, bardzo chcę…..

…..światełko by oświetlało kręte dróżki wątpiącym…….
2008.02.20 19:41
Marzenia…..czym są?...
Dla mnie są siłą napędową, powodują że porażki jakie mi się przydarzają mimo swojego negatywnego wpływu na moją psychikę nie są w stanie zepchnąć mnie niżej niż na granicę zera….marzenia pobudzają mnie do otwierania szeroko oczu, patrzenia na potknięcia z perspektywy a co by było gdyby…no właśnie, bo co by było gdyby tych porażek nie było, nie byłoby o czym marzyć, do czego dążyć, o co walczyć i nie byłoby doznawanych przyjemności i radości z małych osiągnięć….marzę odkąd pamiętam, marzyłam o wykształceniu, marzyłam o rodzinie czułej, stabilnej miłością, marzyłam by dobrze wychować dzieci, by dzieci pokończyły szkoły i zostały dobrymi ludzmi….marzyłam o dniu kiedy wreszcie pomyślę o sobie, kiedy przyjdzie czas, że inne troski spychające własne potrzeby na daleki plan odpłyną z własnym prądem….w tych marzeniach nigdy nie byłam samotna i bez oparcia męskiego…ale to były marzenia….
Życie potoczyło się jednak swoim własnym rytmem, życie zapomniało o moich marzeniach albo inaczej zepchnęło te marzenia w czeluść i zostawiło maleńki sznureczek by kiedyś delikatnie za niego pociągnąć…nie wszystko udało się tak zrealizować jak tego pragnęłam…nie zatraciłam jednak nigdy tego co zawsze uważałam za szczególny dar…nie utraciłam nigdy wrodzonego optymizmu nie popartego żadnym realizmem….ten optymizm pozwalał wierzyć i żyć nadzieją, że kiedyś może uda się choć w małej cząstce zacząć iść śladem marzeń…
Czy to jest ten czas?....nie wiem ale jeśli tak ma wyglądać mój radosny marsz spełniający moje marzenie to niech ten czas trwa wiecznie a piechurem jestem równie dobrym jak rowerzystą….wrodzony optymizm dostał dawkę pożywienia i rośnie rośnie …..a ja przy tym czuję się tak szczęśliwa , tak chcę nie wypuścić tego maleńkiego sznureczka na którym przywiązane są moje marzenia….
Kiedy dziś głośno powiedziałam że chcę żyć dla siebie a dzieci niech wreszcie żyją własnym życiem, usłyszałam od teściowej że …żebyś czasem nie żałowała….zrobiło mi się smutno, bo to właśnie ona wie najlepiej ile złego doświadczyłam, ile trudu włożyłam, ile w życiu straciłam radości….ale nic to, i tak nic nie jest w stanie mnie zdołować ani zmienić nastroju na gorsze…..jestem szczęśliwa i chcę tą radosną szczęśliwością obdarzać wszystkich naokoło
….słońce świeci nawet w tej szarości….
….światełko dla lubiących zmienność pogodową…dla wszystkich deszczowych …ludków….
2008.02.19 17:40
Ta mżawka lecą ca z nieba jest obrzydliwa, dzień szary i nijaki…wolę jak leje , grzmi i błyska bo wtedy jest jakoś tak z życiem mimo ze tych grzmotów i błysków panicznie się boję…
W pracy mimo że dzień bez przyjęć to nie wiedziałam gdzie ręce włożyć, papier goni papier i na dodatkowe zajęcia, na nadrobienie zaległości nie ma czasu.. tylko sprawy bieżące….gdyby przyszło tak na dłuższą metę pracować w pojedynkę to nie jest się w stanie dopilnować wszystkiego….a to co odłoży się na jutro nie zostaje wykonane jutro tylko czeka i czeka na dogodną porę a ta najczęściej nie nadchodzi….i tak się potem piętrzą zaległości….nikt tego nie rozumie….współczuję koleżankom, współczuję Joli bo jak nie zgrają się dwie dusze do pracy to na dłuższą metę nic nie wyjdzie….niby pracuję już na luzie ale szlak mnie trafia na zdania a co ty tam robisz….mam wtedy ochotę wrzasnąć…a pierdzę w stołek….
No ale już niedługo bo w maju będę szczęśliwym ptakiem, wolnym od tych trosk dnia pracującego, już za żadne pieniądze bym nie zmieniła decyzji…mało tego atmosfera zrobiła się bardzo nieprzyjemna, znajomi w innych działach ciągle zdumiewają się napiętą atmosferą w moim dziale….po aferach znowu coś się kluje, znowu ta sama osoba zaczęła plamić własne gniazdo idąc na skargę….czy kiedyś będzie miała dosyć, czy kiedyś nasyci się tym złośliwym jadem….ja mam tylko nadzieję że to wszystko odbije się kiedyś rykoszetem i trafi ją tak że długo ją czkawka nie opuści….no niby nie jestem mściwa i złośliwa ale jej akurat nie życzę spokoju w pracy ….
Dziś w domu mam chwilkę wytchnienia, wczorajszy przygotowany obiad( czytaj mięsko w sosie) wystarczy jeszcze na jutro, nie muszę więc kwitnąć przy garach…dopiero jutro….udało mi się wnuczkę odsunąć od komputera bo siedziała dziś prawie 8 godzin….zagoniłam do poczytania książki….czy wszystkie dzieci tak mają?...no ja też czasami tu zapominam o bożym świecie ale staram się panować nad czasem….teraz popiszę a potem przerwa do 19 kiedy to znowu poleje mi się balsam na uszy….ech jak ja tęsknię, jak bardzo bym się wtuliła w te ciepłe ramiona, wiem że to przecież tylko do soboty wiem że potem znowu będzie kolejna sobota….nic nie poradzę, tak bardzo chcę, tak bardzo pragnę, tak bardzo wierzę, tak bardzo żyję dla tych chwil, że…..że już nic nie powiem dzisiaj…
............światełko dla tych co nie lubią szarości….
2008.02.18 21:56
I tak mija dzień pierwszy współżycia z wnuczką….dzień spędzony w pracy, potem biegiem zakupy, przygotowanie części obiadu na jutro, czas dostępu do kompa ograniczony, rozmowy na skype ograniczone, kąpiel i kolacja….i już jest teraz….chwilka by skrobnąć co nieco….jedno z tego wszystkiego jest dobre…czas tak szybko umyka że tylko paść plackiem do wyrka…
Praca…..to już lotto bo nic nie jest w stanie mnie zdołować….liczę dni i godziny, żyję w ciągłym patrzeniu do przodu i tylko ta chwila jest najważniejsza….tylko niech nikt nie myśli że olewam pracę, pracuje tak samo solidnie jak zawsze i tak samo momentami mam jej dość, tak samo potrafię nic nie robić…czyli nadal to ja pracownica jak się patrzy…..wiele barw wiele życia wiele wiele wiele wszystkiego w jednym małym istnieniu….
Nie ma czasu nawet na marzenia bo czas umyka…umyka i znowu noc znowu spać….chcę żeby już była sobota……
Pogoda taka nijaka bo niby pada śnieg ale go nie ma, wiatr bujał drzewami ale dało się nie fruwać….mróz zelżał …. Jutro znów ma być cieplej ale deszcz deszcz…nie lubię deszczu w zimie….ale co tam taki mały deszcz kiedy ciepło grzeje mnie od wnętrza, czasem czuje że temperatura rośnie…..balsam na uszach był zatem ……spać…
….światełko dla zabieganych babć……
2008.02.17 11:39
Tym razem noc minęła spokojnie, obyło się bez koszmarnych wizji mojej przyszłości…..tylko niech mi ktoś powie dlaczego tak jest że kiedy mam okazję poleżeć dłużej to bolą mnie plecy i nie pozwalają mi na błogie lenistwo…
Po przebudzeniu sen odszedł na dobre a było to po 6 rano…głupio mi było wyłazić z wyrka to sobie w końcu poczytałam i tak dotrwałam do 7.30 a potem codzienny rytuał i w końcu przy kawce usiadłam do komputera….tylko w niedzielę kiedy jestem w domu mam czas by pobiegać po zaprzyjaźnionych blogach i tak znowu czas mi upłynął do 10.20….odwiedziłam wszystkich tu i tam zostawiłam swoje światełko ale byłam u wszystkich….
Zaraz po tych odwiedzinach miły uszom i sercu dzwięk skypowego dzwonka….no i uzależniłam się od tego dzwięku…ale nie tylko od dźwięku…uzależnienie to dotyczy osoby…..ach niech trwa jeszcze długo niech granie orkiestry na dwa instrumenty nigdy się nie skończy….to uczucie pozwala na uśmiech od ucha do ucha bez konkretnego powodu, pozwala na optymizm niczym nie uzasadniony, pozwala na snucie marzeń, pozwalać będzie na realizacje tych marzeń….czyż mam prawo wymagać czegoś więcej?....
Jestem szczęśliwa tym co daje mi każdy dzień, tym że budzę się rano ze świadomością spokoju i poczuciem stabilności…..wiem że dla innych to nie jest szczęściem ale ja to nazywam szczęściem bo od niepamiętnych czasów nie czułam się tak lekko i spokojnie…czy nie mam obaw?...no jasne że je mam , nie ma nigdy nic pewnego więc i ja się boję ale póki co moje spokojne serce nie pozwala na budzenie się koszmarów….doły poszły w zapomnienie, zasypane jak na razie nie pozwalają zniszczyć swojego betonowego przykrycia….czasami jest mi smutno ot choćby dzisiaj bo nie mogę się przytulić, nie mogę dotknąć, nie mogę pocałować….ale tak to już będzie że czasem słowo słyszane przez słuchawki musi zastąpić tamte przemiłe i sympatyczne gesty….
Około 15 zapowiedziany gość nawiedzi moje jestestwo, rosół przygotowany ….zabrzmi świergot dziecięcego paplania…..i tak już będzie do piątku lub soboty rano…..
Za oknem drzewa ruszają swoimi gałązkami, śniegu nie ma, temperatura minusowa, ot i to jest moja zima…..czy jeszcze wróci ze śniegiem?....nawet jeśli tak to moje sercowe lato roztopi każdą śnieżynkę….
……światełko dla ciepło myslących…
.
2008.02.16 19:17
Pogoda tak mnie rozpieściła, że dziś kiedy mróz szczypał nie tylko w nos i uszy poczułam się oszukana, plany na nic…..chciałam pojechać choć na godzinkę i co i nico….zimno przenikliwe, że ze strasznym obłędnym zdziwieniem w oczach patrzyłam na tych co po chodnikach pomykali rowerem, było ich niewielu ale jednak byli….a może ja asekuracyjna jestem , może tylko ten mróz sobie wmówiłam…..poczekam jednak jeszcze kilka dni….dzień stanie się jeszcze dłuższy więc nawet o 16 będę mogła pośmigać…

Jutro przyjeżdża moja wnusia, tylko na kilka dni bo ferie trwają jeszcze tydzień….dom znowu utonie w totalnym bałaganie, do komputera będzie kolejka, dni będą wypełnione po brzegi…

……...czas upłynie mi szybko do wyjazdu do W….tęsknię, kurczę jak mi dziś brakuje jego bezpośredniej obecności, dotyku, muśnięcia, oddechu…..nie wystarcza słowo słyszane….a może ta moja tęsknota nasiliła się pod wpływem niespokojnego snu, wizji jakie mi majaczyły w uśpionym mózgu, obawy jaką te sny wywołały……
Zastanawiam się jak to jest w tym życiu, kiedy jesteś sama, kiedy walczysz z beznadziejnością, kiedy samotność przytłacza cię totalnie…wtedy nie ma nikogo, nikogo bliskiego…takie totalne dno…ale poczuj się szczęśliwą, spełnioną, potrzebną, wartościową, miej dla kogo żyć, spełniaj swoje i czyjeś marzenia, czuj stabilność nie tylko pod nogami, bezpieczeństwo miej na stałe, wiarę i nadzieję traktuj jak siostry najbliższe…..wtedy nagle otwiera się worek, worek znajomości towarzyskich, worek z możliwościami wyjścia na kawę, piwo, na zwykły spacer…..stare próbuje być nowe i nie zastanawia się czy to aby nie jest za póżno, czy to aby czas się jakiś nie skończył, czy to aby te pięć minut już dawno nie przeminęło….
Tamten czas skończył się definitywnie, nie ma powrotu do tego co było, zamknięte zostało w zakamarkach pamięci, nie pozwolę na rozrywanie starych zabliźnionych ran…..koniec to koniec, fanfary umilkły a teraz gra wielka orkiestra mojej duszy, wielka orkiestra mojego serca, wielka orkiestra moich marzeń…..i ta orkiestra dzięki wierze nadziei i marzeniom będzie grała tak długo jak długo dwa instrumenty będą chciały grać zgodnym rytmem wybijanym przez kolejne upływające dni…..
Strasznie długi ten dzisiejszy dzień……
…światełko dla samotnych…..
2008.02.16 09:45
Ponoć sny są odzwierciedleniem naszych lęków i obaw w realnej rzeczywistości....jeśli tak jest to dzisiejsza noc była dla mnie nieciekawa a jeśli tak to chyba muszę wyzbyć się tych obaw do końca choć sama nie wiem czy to jest możliwe....
Czy wiara i pewność w niezmienne jutro, czy wiara i pewność w szczere intencje drugiego człowieka, czy wiara i nadzieja że tak już będzie długo , długo i jeszcze dłużej ma taką moc by odrzucić te małe lęki duszy?...nie wiem, bo kiedy zapominam na chwilę że życie to ciągłe stąpanie po grząskim gruncie, kiedy oddaję się błogim chwilom i odlatuję w swój mały szczęśliwy świat, coś puka do drzwi za plecami i złowrogim szeptem cedzi słowa, podsuwa obrazy, pokazuje palcem możliwości złe, prowadzi za rękę i pokazuje z szyderstwem ...zobacz zobacz ..nic nie trwa wiecznie to czeka ciebie za czas jakiś....a to co widzę .....brrrrrrrrrr....
Budzę się z kołataniem w sercu, z lękiem i pytaniem ...a jeśli to prawda, a jeśli to ostrzeżenie a jeśli nie mam możliwości zmiany ........
Wszak życie swoje a marzenia swoje....

Bajor śpiewa..."Kocham jutro.......".....ja kocham swoje jutro które za chwilę będzie dzisiaj potem wczoraj, od czego i od kogo zależy co nam , co mi to jutro przyniesie....doszłam do takiego etapu  że wiem że moje jutro kocham bez względu na to co mi przyniesie, nauczyłam się już doceniać małe radości, małe kroczki stawiać....czy trafię zawsze na twardy grunt?...nie wiem ale wiem że już nie chcę się zanurzać w tej grząskości .....
Walczę cichutko, pielęgnuję delikatnie, stawiam małe kroczki a złe sny odganiam miotłą czarownicy ....a kysz a kysz......

Dziś ...liczy się dziś......
...światełko dla realistów......
2008.02.14 20:21
Dziś święto, czerwone czerwone czerwone…aż mieni się w oczach od czerwonego koloru, od czerwonych gadżetów….mówią że to dzień zakochanych, mówią że może lepsze serduszko od tulipana czy rajstop na dzień kobiet, mówią że musimy nadążać za modą……tak mówią a ja mam mieszane uczucia, miłość ma tyle barw, miłość nie trwa tylko jeden dzień, zakochani są każdego dnia a nie tylko dzisiaj, szczęście niejedno ma imię…..czy my aby nie popadamy z jednej skrajności w drugą?....to miłe kiedy ktoś pamięta, kiedy złoży życzenia, kiedy podaruje serduszko, ale w tym harmiderze, w tym wrzasku reklamowym nie ma to takiego znaczenia jak słowo wypowiedziane w ciszy, bez huku i reklam, bez fanfar pod publikę….słowo w ciszy brzmi jak dzwięk dzwonu w zamkniętym pomieszczeniu co to krąży i krąży dźwiękiem po uszach i nie daje rady wydostać się na zewnątrz…cisza kiedy można wsłuchać się w każdy ton w każde drgnienie serca….a może ja jestem staroświecka?....a co mi tam niech sobie będę…. dla mnie niech każde święto trwa cały rok a nie tylko w wyznaczony przez kogoś dzień w kalendarzu, bardziej mnie cieszy ciepłe słowo drobny gest tak bez okazji, ciepły dotyk uśmiech ledwie co drgający na wargach i ta tajemniczość w muśnięciach niby od niechcenia….ale jeśli wielu ludziom to sprawia przyjemność i nikomu nie robi krzywdy to niech będą takie święta….

Po całonocnym spaniu, bo musze powiedzieć ze usnęłam błyskawicznie wczorajszego wieczora obudziłam się rano jakoś dziwnie naładowana złą energią, tak bez żadnego powodu i wiedziałam że to nie będzie udany dzień, przynajmniej dopóki się nie wyładuję….no i przeczucia mnie nie zawiodły, kurwiczne nerwy trzymały i trzymały a ja walczyłam świadomie będąc wstrętnym złośliwym babsztylem….w większości spraw miałam rację…zebrało się tez doktorowi kiedy wspomniał o strajku…bez ogródek wywaliłam co myślę o tym fałszywym światku lekarskim….o braku solidarności z personelem pielęgniarskim …wywaliłam że są egoistycznymi lekarskim i szowinistami….i tak to trwało i trwało Az się uspokoiłam jakoś przed 15…..uffff samo weszło samo wyszło, w końcu nie pracuję by mnie ktoś lubił …
Poszłam również po pracy potwierdzić rezerwacje knajpy na czerwcową imprezę, przyniosłam menu z którego muszę wybrać co zaserwują….
Od jutra jestem sama na odcinku pracy, Jola ma wolne aż do środy…..ciekawe czy szef zainteresuje się tym że jestem sama bo dziś mnie tak wnerwił kiedy zadzwonił i z ironią pytał „jesteście dziś we dwie?”….typ jakich mało ….ile potrafi zepsuć zdrowia psychicznego , chyba nie ma większego szowinisty od niego…..egoista ….typ co to na cudzym……. do raju chce wjechać….ech , już niedługo będę miała to w głębokim poważaniu….

A ja w swojej szczęśliwości zostawiam światełko dla wszystkich szczęśliwych zakochanych…..
2008.02.13 20:17
No i skończył się mój feryjny błogostan....nie budzcie marzeń ze snów ....telefon od córki i informacja...Ola na tydzień jedzie do babci...hehehe...no i co...jakby to powiedziała Ola ...no i jajco babcia...
Pojechałam rano , całkiem rano kiedy normalni ludzie śpią, w autobusie chłód i nie dało sie zdrzemnąć, wlekł sie niemiłosiernie prawie dwie godziny jechałam do Łodzi....ale szczęście było ze mną bo w ciągu pół godziny miałam dwóch doktorów załatwionych, wyniki odebrane i grzecznie czekałam w kolejce do trzeciego doktora...plan wykonany w 140%....po 10 wyszłam z przychodni i podreptałam do córki na Piotrkowską...na nóżkach jakby co, nie autobusem....niestety miała zebranie więc podałm tylko rzeczy jakie zawiozłam i pojechałam na dworzec pkp....tam spojrzałam na rozkład ...no jest za 1 godz i 20 min pociąg ...kupiłam bilet wyjęłam krzyżówki i grzecznie czekałam ....po jakichś 45 min znudzona wpatrzyłam się w ten rozkład jazdy a tam jak byk napisane że pociąg na który czekam nie jedzie w czasie ferii, kurczę....ale za jakieś pół godz póżniej jest pośpiech więc myk do kasy by dopłatę poczynić.....aż mnie uszy zabolały od tego co usłyszałam..."proszę pani ten pociąg również nie jeżdzi dzisiaj"....no i masz....polazłam do wc spojrzałam w lustro...no nie, blondynką nie jestem to ki diabeł mnie opętał...a to lustro było za całe dwa złote.....hehehe...decyzja krótka....wracam do córki, chyba to zebranie się skończyło, co mi tam tyle czekałam to pojadę póżniejszym pociągiem....kawę tam wypiłam i uraczyłam swoje podniebienie przesmaczną lasagnią( nie wiem jak to się pisze)....
A teraz idę do łóżeczka odespać swoje niewyspanie....lek nasenny w postaci balsamicznych słów na uszy ( czytać na skype) otrzymałam więc w błogostanie serca lezę spać...
....światełko dla usypiających....
2008.02.12 21:31
Mija kolejny dzień, kolejny przybliżający mnie do upragnionych i oczekiwanych dni, przybliża mnie do stanu wszechobecnej radości, zadowolenia, spokoju i nie liczenia ciągle godzin i minut….jestem za leniwa by liczyć, by ciągle biec na przełaj, by zawsze pamiętać kiedy wracać….chcę błogostanu, chcę nie musieć ale chcieć i nie biec, chcę stąpać przez życie w jednakowym aczkolwiek szalonym rytmie, chcę …..i tak mogła bym wymieniać czego ja chcę….a chcę i marzę o tak wielu pięknych rzeczach, o pięknym czasie, o czułości miłości spokoju i bezpieczeństwie….doświadczam część z tego czego pragnę ale to jeszcze tak mało a jednocześnie już tak dużo….to o czym marzę nie ma możliwości wyceny, nie da się tego kupić za żadne pieniądze, nie leży to na ulicy , nie rośnie w ogrodzie, nie jest uchwytne , nie jest materialne…..rzeczy ulotne są mimo ulotności najtrwalsze i nic nie ma większej wartości….i o tych ulotnościach tak bardzo marzę, za nimi biegam, za nimi tęsknię, próbuję dotknąć poczuć posmakować….czasu potrzeba, czasu, czasu….tylko czy ja potrafię czekać….nie wiem, ale wiem że za tym ciągle idę do przodu….

A rano jadę na kolejne badania, wstać muszę o 4.30 bo przed 8 muszę być pod drzwiami poradni….załatwię jutro kolejnych dwóch specjalistów, poodbieram wyniki badań swoje i kolegów…..i nastąpi przerwa miesięczna w badaniach…a potem to już biegiem podopinać i czekać na ten rozstrzygający dzień…ani się obejrzę a będzie upragniony maj……

Ferie się zaczęły…….ale szaaaaaaaaaa ….bo jakiś diabeł może mi namieszać w moim błogostanie….
Idę spać zatem….
…….światełko dla rannych ptaszków….
2008.02.11 17:34
Wróciłam wczoraj, wróciłam i znowu tęsknię i odliczam kolejne dni jakie pozostały do kolejnego spokojnego weekendu…..ale to dopiero za dwa tygodnie….buuuuuu…
Wczoraj był tak piękny dzień, że na propozycję a może się przejedziemy nad wodę aż przyklasnęłam z radości….powietrze mahoniowe, nawet brak zieleni nie rzucał się w oczy….piękne nadwarciańskie krajobrazy, pasące się owce(dwie…hihihi) …cudowne dopołudnie……zdjęcia pstrykałam , wspomnienia utrwalone są takie mniej przemijające….

Szukałam po omacku, szukałam błądząc i teraz kiedy znalazłam W zaczynam wierzyć, że można inaczej spokojnie i trwale….wierzę i to bardzo mocno choć myśli są tak mocno zdroworozsądkowe jak nigdy w moim życiu…..w życiu W chyba też….

Pogadałam sobie przed chwilką z mamą bardzo długo….opowiadała jak to jej synowa wyrzeka się własnego brata….życie układało im się dobrze, mama słała z ameryki ustawiała syna jak tylko mogła, córkę z rodziną ściągnęła do siebie…..teraz kiedy zmarł ojciec synowej i kiedy okazało się że nic syn po ojcu nie dostanie bo testament i własności wszelkie na córkę przepisane, nie istnieje żadna miłość …istnieje kłótnia i walka o kasę, zaczynać mogą się sądy …..czy ludzie tak bardzo zapatrzeni dziś w kasę?.... czy nie ma już w dzieciach ludzkich odruchów?....czy nie można się zatrzymać na chwilę i zadumać nad kruchością naszego bytu?....
Mam wrażenie że ludzie zaczynają już tego nie umieć zapatrzeni w materializm wszechświata….czy takich z innego świata jest już tylko garstka?...bieg i wyścig szczurów to już nie domena nowobogackich i młodych ludzi?....
Ja tak nie umiem, ja nie chcę zatem przystawać do tej rzeczywistości, ja wolę swoje ciche i spokojne życie, ja wolę nawet chleb bez masła byle tylko on nie był materialnie namacalny…..no jestem chyba niedzisiejsza i z innego świata….
Niech nikt nie myśli że ja już niczego nie chcę, niczego nie potrzebuję, o niczym nie marzę……wręcz przeciwnie….tyle bym chciała mieć, tyle zobaczyć ale jeśli ma to być za wszelką cenę, za pęd nieokreślony, za garb na stare lata, za brak kontaktu z ludzmi, za brak miłości…..to ja naprawdę nie chcę nic więcej oprócz możliwości kupienia sobie tej przysłowiowej kromki chleba….bardziej sobie chyba cenię spokój i możliwości na jakie mnie stać…..skąd w ludziach tyle zachłanności tyle zazdrości tyle żądzy ……i to ma być człowiek stworzony na podobieństwa istot nadprzyrodzonych?.....

No naszło mnie trochę ale kiedy pomyślę sobie że życie może być znacznie przyjemniej przeżyte to ja tam wolę ciche ciepłe bezpieczne i spokojne ramiona W…..hehehe
…światełko dla wszystkich z innego świata……
2008.02.08 18:23
W pracy minęło jako tako choć po wczorajszych wiadomościach telewizyjnych czuć było że to co odłożono w kątek ad akta, jakby odżyło, wspomnienia powróciły, wielu z kolegów będzie zeznawać....dla nich znowu wrócą te straszne chwile....odczucie jest jedno...kara śmierci dla niego to mało.....

Wróciłam z pracy normalnie, cieplutko na dworze, szkoda że jeszcze ten dzień nie taki długi jakbym chciała...oj pośmigała bym sobie na rowerku....
Moja mama dziś zrobiła dobrze ponad 20 km....jak ja jej zazdrościłam kiedy mi o tym mówiła przez tel....
Dla niej ta jazda na rowerze to jak dodatkowy lek na żywotność, gdyby nie to, że musi pojechać do sklepu, ze nie ma pod ręką tego co mamy w mieście to pewnie dziś czułaby się inaczej niż się czuje mimo tych jej zmartwień i chorób.....i niech tak trwa jak najdłużej ....

A ja przygotowuje się już do wyjazdu i choć to dopiero jutro to już myślami jestem tam w tym magicznym, bezpiecznym i swojskim miejscu, już wtulam się w bezpieczne ramiona, już spoglądam oczami wyobrażni na nasze minuty godziny...na naszą caluteńką dobę....zapomniałam już jak to jest pić razem herbatę, jak to jest krzątać się po kuchni, jak to jest zabiegać o spokój....teraz tym żyję, chcę tym żyć jeszcze długo...
Najpiękniejsze w tej naszej znajomości jest to że powoli, ostrożnie, bez pośpiechu, z delikatnością uczymy się być razem , uczymy się ufać, uczymy się zawierzać, uczymy się oddychać tym samym powietrzem.....przyzwyczajamy się do swojej obecności...
Ostrożni w słowach.....to chyba dobrze bo czasami słowa bywają złudne, bez pokrycia obietnice ranią i powodują powrót do beznadziejności.....tak przyjemnie jest ufać i wierzyć bez zbędnych obietnic choć ja jako kobieta czasami odczuwam brak słów ale nie domagam się , nie żądam....niech trwa moje fruwanie w przestworzach......
Bycie z kimś kiedy ma się półwiecze życia za sobą jest innym byciem niż w latach pięknej i szumnej młodości....wyciszeni, ostrożni, krytyczni w stosunku do tego co minęło, krytyczni do siebie, ale znający wartości zaufania i wiary.....
Jadę jutro ....jadę bo bardzo się stęskniłam.....

..........światełko dla tęskniących za miłością.......

2008.02.07 18:24
No dziś mi tak jakoś, że sama nie wiem co z tym zrobić....zobaczyłam w telewizorni mordercę i czar deszczowego dnia prysnął.....zobaczyłam twarze żon i usłyszałam słowa...i łzy same poleciały niczym krople rosy....ożyły wspomnienia które odżywają przy każdorazowym wchodzeniu do pracy.....nie ma w moim sercu litości bo tylko na to on może liczyć, jest natomiast jedno pragnienie....odwieście na ten jeden wyrok karę śmierci.....za trzy życia trzy kary śmierci dla niego....nawet mi nie wstyd moich myśli tak mało humanitarnych.....

A deszcz pada dziś jakby wiosna na dobre zawitała, niby straszy chłodem ale ciepło, niby chciałby zacinać po uszach ale nie bardzo mu to wychodzi....ten deszcz to balsam dla moich marzeń, to motor co wpędza mnie w stan nostalgicznego zadumania i nic nierobienia....zlew zapełnia się ale ....niech się to rozrośnie bym mogla zobaczyć jak najpierw strużką a potem lawą wypływa stamtąd rzeka garów brudnych......no jak się potknę i wpadnę w takie potoki to może zakaszę rękawy.....

Oddaję się zatem nieróbstwu i marzeniom.......a te marzenia unoszą mnie na skrzydłach.....fruwam choć skrzydła mi nie wyrosły, fruwam i nie boję sie upadku z wysokości, fruwam i ciągle unoszę się coraz wyżej....z takiej perspektywy świat jest piękny, świat ma same radosne kolory, świat sie śmieje i puszcza oko do ludzi.....świat jest oceanem który chcę przepłynąć i nie uda się wodzie mnie zatopić.....

......światełko dla tych co kochają świat.......
2008.02.06 17:46
Co postanowiłam to zrealizowałam, nie mogłam i nadal nie mogę zostawić spraw w pracy zawieszonych w próżni miedzy moim chceniem a wykonaniem....
Dziś na przyjęciach kierowniczych było wiele czasu by pogadać z szefem o sprawach które bolą i które nie należy zostawić tak jak są....wiele rzeczy złych się ostatnio wydarzyło w naszym dziale , wiele śmierdzących spraw ale chyba nadal coś wisi w powietrzu....pogłoski dzwięczą echem że ciąg dalszy będzie już niedługo, walka brudna walka zmieszania ze śmierdzącym gównem trwa i potrwa aż już nie da się niczego zmyć....podyskutowaliśmy o tym no i była okazja  by zacząć słowną walkę o spokój Czarnej Mamby.....przedstawiłam racje swojego rozumowania, usłyszałam słowa aprobaty i obietnicę poważnego podejścia do tego problemu....poprosiłam również by szanować dobre stosunki między tymi którzy tworzą normalną jedność w tym dziale ....to wcale nie jest trudne tylko trzeba chcieć....przez ten czas który mi jeszcze pozostał do przepracowania  taką rozmowę jeszcze podejmę bo znając szefa będzie myślał kilka dni a potem wróci do normalności.....
Dziś śledziowy dzień....sałatka w pracy łaskotała podniebienia niektórych wybrańców.....była przepysznaaaaaa...
Kac wczorajszego dnia, nie ten po piwach ale ten kac słowny jaki mi pozostał trwał i trwa nadal ale natężenie uległo osłabieniu.....zapomnę za czas jakiś albo może odłożę do szufladki zapomnienia....takie życie że nie wszystko łaskocze nasze podniebienia nie tylko to smakowe ale tez i duchowe......dobrze że W wczoraj dodał mi otuchy że mój głos brzmi przyzwoicie trzezwo...hehehe....no bo tak sie czułam i tak było....ale już dość ...do lamusa myśli....
.Siedzę sobie w domku i marzę o wycieczce za miasto.....popedałować, ach tak pofrunąć swoim rowerkiem w świat, wykrzyczeć z siebie wszystko.....poddać się urokowi okolic....ale jeszcze troszkę, jeszcze niech dni się wydłużą a nic mnie o 16 nie zatrzyma w domu...no chyba gradobicie....
I tak sie oddaję marzeniom.....
....swiatełko dla marzących......

2008.02.05 21:02
Ostatki, to właśnie dzisiaj....poszłyśmy dziś na takie ostatnie symboliczne piwo....no bo tak to nazywamy....
CYCATKA  przyjechała ze swoimi dziećmi, rany widziałam je po raz pierwszy, dwa klony, tak tak klony ale charakterek całkiem inny , jedna iskra która ciągle iskrzy a druga  cichutka spokojna...a ta trzecia najstarsza...noooooooooo tu byłam zaskoczona, pannica jak się patrzy i gdyby mnie nie sprowadzono na ziemię ...no wzięłam ją za kuzynkę do pilnowania tych klonów....czasy czasy ....nie nadążam za ich biegiem , dzieci przerastają rodziców ...
a CZARNA MAMBA...matko, jeden wrak psychiczny , nie ta sama dziewczyna, w pracy jakoś się tego nie widzi ale od grudnia, od tej feralnej sprawy donosu nie ta sama dziewczyna, żal patrzeć jak ktoś niknie w oczach....
Zastanawiam się czy mnie jako MATCE, tej z nazwy ( bo tak mnie ochrzciły) nie wypada iść przed odejściem i pogadać z szefem o ich przyszłym losie, bo jeśli zostanie tam gdzie pracuje zniknie nam w oczach błyskawicznie....sama nie wiem co robić....pomóżcie!!!...poradzcie!!!
A JOLA....dziś piękna kwitnąca wie czego chce , wie za czym już tęskni...ale ona zmienna jak pogoda dziś świeci słońce a jutro burza z gradobiciem......
JA po tych ostatkach pozostałam sobą choć zadra mi pozostała....."ale się nawaliłaś" ....to usłyszałam po 20 ....a ja cóż ....wypiłam dwa piwa i dwie pięćdziesiątki....a zaraz założę słuchawki na uszy by pogadać....ale zabolało...zabolało jak cholera....

No i tak się skończy dzień dzisiejszy, na jutro zaplanowane śledzie w wersji Joli czyli sałatka śledziowa z curry....PYCHOTAAAAAAAAA
....światełko dla samotnych dzisiejszego dnia......

2008.02.04 18:17
Czasie czasie zatrzymaj sięęęęęęęę.........
Zatrzymaj się czasie bo za szybko pędzisz do przodu, za szybko zabierasz ze sobą mój czas szczęśliwy jako to co już było, za szybko zasmucasz kolejnymi dniami wypełnionymi czekaniem .....wiem, jesteś głuchy czasie na moje prośby ale może dwugłos dotrze do Ciebie.....też nie dociera i to wołanie....zatem czekam i odliczam dni do kolejnych dni wypełnionych obecnością myśli , obecnością dotyku, obecnością oddechu, obecnością słów przesyconych pewnością ich trwałości, pewnością szczerości, pewnością ciszy i spokoju.....
Szczęście tak ulotne w swoim znaczeniu w moim życiu nabrało kształtu, nabrało realności...to nie jest już moje marzenie, to nie jest już mrzonka za którą biegałam....ono jest ot po prostu jest, choć czasami nieuchwytne w swoim istnieniu ale jest jest jest.....i będzie.......nabrałam odrobinę pewności, nabrałam olbrzymią garść nadziei i delikatnie układam w swoim wymarzonym przyszłym czasie.....czuję się owładnięta szczęściem i chcę by tak trwało....

Egoizm nabrał kształtu i przyoblekł się w szaty mojego szczęścia....nie chcę już się pozbywać tej wiedzy o egoiżmie i chcę utrzymać go na uwięzi długo długo.....

czasami mam wrażenie że fruwam .....

Sprawy przyziemne już nie są straszne, nie mają już takiego znaczenia, one są bo to moje życie i czasami muszą przeplatać się w warkoczu jak kokarda....ale wszystko jest łatwiejsze i do pokonania kiedy cel na jutro jest tak wyraznie zarysowany....
Dziewczyny nie dzwoniły , smutno ale ....za tydzień ferie i nie wierzę że zapomną o nich hehehe....syn odwiedza i z ciekawością pyta gdzież to się podziewałam....hihihi....

W pracy.....a co mi tam nauczyłam się ostatnio..." nie mój cyrk, nie moje małpy więc niech idą w diabły".....pracuję tak jak dotychczas ale na pełnym luzie, licznik odlicza i to napawa takim optymizmem....

....światełko dla pesymistów z przesłaniem że tylko sami jesteśmy w stanie dostrzec swój optymizm.....
2008.02.02 18:47
Czas tak szybko mija tylko wtedy kiedy jest nam dobrze, kiedy chcielibyśmy przedłużyć każdą minutę w nieskończoność....godziny są minutami , minuty sekundami a dzień to jak dwa mrugnięcia okiem....
Czerpię ciszę i spokój na kolejne dni kiedy znowu będą na uszach słuchawki a marzenie o bliskości będzie liczyło dni do kolejnego spotkania...
Pytam sama siebie co czuję....nie wiem, ja po prostu nie umiem chyba opisać tego uczucia....czuję się bezpiecznie co do tej pory było uczuciem niedoścignionym, czuję spokój co do tej pory nie miało miejsca, nie boję się o jutro czego tak dawno nie miałam....więc jakie są moje uczucia?....
Nie będę pytać, nie będę dociekać wszak przecież zawsze twierdzę że życie to tylko chwila....uczę się żyć tą chwilą i dla tej która po niej nastąpi.....uczę się  nie wybiegać do przodu, uczę się nie fantazjować, uczę się być z drugim człowiekiem tak po prostu dla siebie i dla niego....uczę się ale to nie jest takie proste, jestem chyba spragniona stabilizacji i stąd ta moja zachłanność doznań i ciągły strach za plecami o mój kolejny dzień o moje dupsko co by nie zostało znowu poturbowane o moje kolejne dni jakie chciałabym przeżyć ....choć wiem że z W jest inaczej niż kiedyś choć widzę tak wielką różnicę to i tak nie umiem pozbyć się strachu...chciałabym słyszeć więcej słów, chciałabym być częściej utwierdzana w swojej pewności....
No cóż , jest mi dobrze i to jest najważniejsze....nie mogę być małostkowa....

Kiedy jestem u W czasami dzwonię do mamy bo nie chcę by się denerwowała że zapomniałam, mam wtedy jakieś malutkie wyrzuty sumienia że jadę do W a nie do niej...tylko tłumaczę sobie że do mamy muszę mieć więcej dni wolnych bo marne połączenie....czy to pierwsze objawy mojego prywatnego egoizmu którego tak namiętnie się uczę od tego roku?....hehehe jeśli to prawda to chyba jeszcze jestem pojętną uczennicą...

No i tak zakończę bo W stoi za plecami...chyba czas kolację zacząć szykować....
......światełko dla szczęśliwców....
2008.02.01 14:53
Kiedy człowiek jest bezsilny wobec faktów, sam na siebie jest zły że nic zrobić nie może i nic zrobić nie wolno....czasami tak niewiele trzeba żeby pomóc sobie samemu a brakuje jednego jedynego impulsu...
Całe życie poniżenie, życie małżeńskie przeżyte w piekle o którym niewiele osób wie, podjęta decyzja  o rozwiązaniu tego co złe i nieudane, zakończenie wspólnej drogi życiowej w toku....niby takie proste...rozwód....tylko tego rozwodu muszą chcieć oboje lub przynajmniej to drugie musi chcieć zostawić w spokoju, niestety amok alkoholowy tak przewartościował spojrzenie że nie można już patrzeć normalnie...facet nie mieszka w domu już ponad rok, wyprowadził się do innej, ciągle pije i nachodzi miejsce na które napluł, nachodzi miejsce które sponiewierał, nachodzi i jeszcze używa siły wobec osoby którą kochał...grozi że rozwód?...to chyba marzenie że może się coś jej przydarzyć....a ona zastraszona nie ma odwagi zrobić do przodu tego decydującego kroku....gdyby tak miała mój charakterek, oj już by była sprawa karna w toku....no ale ja nie mam już na to wpływu, decyzja nie do mnie należy...
Po co dwoje ludzi wiąże się ze sobą kiedy całe te lata to jedna wielka pomyłka, kobieta walczy o dom a on za wszelkie zło i tak obwinia ją  mimo że kochanek na pęczki, alkohol litrami i wcale się z tym nie kryje....ech szkoda słów, takich związków pewnie na pęczki bo i kobiet zastraszonych wiele....

A ja , no cóż ja ....jadę tam gdzie tak mi ciepło i bezpiecznie, gdzie mogę zaznać ciszy spokoju i pomarzyć....jadę by dwa dni minęły zbyt szybko, wracam by znowu marzyć o tej ciszy, o tym spokoju....
....światełko ciszy i spokoju zostawiam......


MOJE MAŁE HOBBY
motyl57@onet.eu
To adres na jaki można do mnie napisać w sprawie ewentualnej wysyłki kalendarzyków...zmieniłam miejsce zamieszkania ....







Od kilku lat zbieram kalendarzyki listkowe....
Może dzięki Wam, blogowym znajomym,
uda mi się powiększyć moje zbiory...
Jeśli posiadacie takie "śmieci"....
proszę o kontakt na znajomych...

Mogę również przesłać
tym którzy są zainteresowani...
Posiadam podwójne egzemplarze...



DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!



Motylowy Raj... 2012




MOTYLOWY RAJ...2010
























MOTYLOWY RAJ...2009













KOMORNIKI 2009
Dożynkowe migawki







Archeologia
Rok 2014
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
[ Luty ]
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Zobacz serwisy INTERIA.PL